ŁAMANIE: DRAMATYCZNY MOMENT NA Madrid Open – Ann Li okazuje współczucie Idze Świątek po przejściu Polki na emeryturę w Madrycie. Ale to, co wydarzyło się później, wprawiło wszystkich w osłupienie. Kierując się w stronę szatni, Ann Li nagle się zatrzymała. Zawahała się, odwróciła, a potem z determinacją poszła w stronę siatki, gdzie Iga zbierała swoje rzeczy. Jej ręce wyraźnie się trzęsły, a oczy wyrażały emocje. W nieoczekiwanym momencie Ann Li podeszła do Igi, delikatnie położyła jej dłoń na ramieniu i nachyliła się, by szepnąć kilka słów – słów, które natychmiast uciszyły cały stadion…
Tłum na Madrid Open zaczął już przetwarzać nieoczekiwane. Mecz, który zapowiadał intensywność, zakończył się nie ostatecznym rykiem, ale cichym niepokojem. Iga Świątek, wyraźnie walcząca, podjęła trudną decyzję o wycofaniu się. Żadnego świętowania. Brak oporu. To był tylko moment, który wydawał się cięższy, niż mógłby to wyjaśnić wynik. Po drugiej stronie siatki Ann Li stała nieruchomo. Przez sekundę postępowała według rutyny — zwracając się w stronę linii bazowej, przygotowując się do wyjścia, co często robią gracze, gdy mecze kończą się nagle. Ale wtedy… przestała. Coś nie pasowało. Zawahała się. Obejrzałem się. I podczas tej krótkiej przerwy cała atmosfera uległa zmianie. Ponieważ zamiast odejść, Li odwrócił się – tym razem z konkretnym celem. Jej kroki były wolniejsze i bardziej przemyślane. Hałas na stadionie zaczął cichnąć, zastąpiony narastającym poczuciem, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. Świątek była już przy siatce, spokojnie zbierając swoje rzeczy. W jej ruchach nie było dramatu – jedynie cichy ciężar rozczarowania i czegoś trudniejszego do zdefiniowania. Wtedy Li do niej dotarł. Do przybliżenia nie potrzeba żadnych kamer. Komentatorzy nie muszą wyjaśniać. Położyła delikatnie dłoń na ramieniu Świątka. Prosty gest, a jednocześnie wystarczająco potężny, aby uciszyć całą arenę. Pochylając się, Li szepnął coś. Żaden mikrofon nie uchwycił tych słów. Żadne oficjalne oświadczenie ich później nie potwierdziło. Ale cokolwiek zostało powiedziane… to miało znaczenie. Ponieważ w tym momencie wyraz twarzy Świątka zmienił się – tylko nieznacznie, ale wystarczająco, aby obserwujący z bliska zauważyli. Napięcie osłabło. Chwila, niegdyś pełna niepewności, stała się czymś zupełnie innym.
Człowiek. Prawdziwy. Tłum nie wiwatował. Nie musieli. Ponieważ zrozumieli. Tu nie chodziło o rywalizację. Tu nie chodziło o zwycięstwo czy porażkę. Chodziło o uznanie – jeden sportowiec postrzegał drugiego nie jako przeciwnika, ale jako osobę przechodzącą przez coś trudnego. Li cofnął się cicho, kiwając lekko głową, po czym odszedł. Żadnego wielkiego gestu. Żadnej próby zwrócenia uwagi. Ale ten moment już nadszedł. W ciągu kilku minut wydarzenie rozprzestrzeniło się daleko poza kort i zostało opisane przez fanów jako „czysta klasa”, „niezapomniany” i „przypomnienie, czym powinien być sport”. Czasem najwspanialsze momenty w tenisie nie wynikają ze zwycięskiego uderzenia… Pochodzą z tego, co dzieje się później.
Ann Li okazała empatię Idze Świątek i stwierdziła, że „bardzo jej przykro” z powodu polskiej gwiazdy tenisa i sposobu, w jaki zakończył się jej mecz Madrid Open. Film nie został wstrzymany Grając po raz pierwszy przeciwko Świątkowi, rozstawiony z numerem 31 Li zaliczył dobry start po wygraniu zaciętego pierwszego seta 7:6 (4). Sześciokrotny mistrz Wielkiego Szlema odbił się w drugim secie, bez problemu wygrywając 6:2. Po tym, jak w drugim secie nie miał zbyt wielu szans, Li mocno rozpoczął trzeciego seta i prowadził 2:0. Następnie Świątek otrzymał przerwę medyczną. Po wznowieniu meczu 25-latka powiększyła swoje prowadzenie do 3:0, podczas gdy była nr 1 świata trafiła do siatki i wycofała się z powodu choroby. Li on Świątek: Bardzo mi jej szkoda „Na pewno wiedziałem, że to będzie trudny mecz. Bardzo jej przykro, że musiała się wycofać, nigdy nie jest łatwo przejść tę walkę w ten sposób. Byłem po prostu bardzo dumny ze sposobu, w jaki walczyłem i dałem radę” – powiedział później Li. Tymczasem Polka wyjaśniła, że przez dwa dni źle się czuła, zanim wycofała się z meczu III rundy w Madrycie. Według 24-latki próbowała to przeforsować – jednak już w trzecim secie – zdała sobie sprawę, że dokończenie meczu nie będzie możliwe. „Ostatnie dwa dni były dość okropne, myślę, że mam wirusa. Kilka godzin było dobrze, kilka godzin całkiem źle. Miałem zero energii, zero stabilności i po prostu czułem się naprawdę źle fizycznie. Wiedziałem, że (będzie) ciężko, ale nadal chciałem spróbować, bo już dwa razy w mojej karierze byłem chory i nadal mogłem wygrać większość swoich meczów. Myślę, że to zależy od tego, jak źle było i myślę, że tym razem było gorzej niż poprzednio” – powiedział później Świątek.



