Wuhan Open – kulisy: Iga Świątek przegrywa w łzach i bólu, kontrowersje wokół fizjoterapeuty, ostrzeżenie dla Mai Chwalińskiej i inne wydarzenia
W pełni polski półfinał turnieju Wuhan Open, w którym zmierzyły się Iga Świątek i Maja Chwalińska, zapowiadany był jako spotkanie w przyjaznej atmosferze – wszak obie zawodniczki znają się prywatnie od ponad dekady. W rzeczywistości jednak o przyjaznej atmosferze nie było mowy, zwłaszcza biorąc pod uwagę finał tego pojedynku: była liderka światowego rankingu opuszczała kort ze łzami w oczach, a jej fizjoterapeuta musiał mierzyć się z niezręcznymi pytaniami ze strony kibiców. Fizjoterapeuta Igi Świątek sugeruje przerwanie meczu Początek spotkania był wyrównany – w połowie pierwszego seta obie tenisistki przełamywały swoje serwisy. Inicjatywę przejęła jednak Świątek, która objęła prowadzenie 5:3 i miała szansę na zakończenie seta. W tym momencie Chwalińska weszła na wyższy poziom, wygrywając trzy gemy z rzędu i broniąc przy tym kilku piłek setowych. Przy stanie 6:5 dla Chwalińskiej w pierwszym secie, Świątek poprosiła o przerwę medyczną, korzystając z pomocy fizjoterapeuty w związku z problemami z lewą nogą.
Była liderka światowego rankingu podjęła próbę powrotu do gry – miała nawet szansę na przełamanie, która pozwoliłaby wyrównać stan seta na 6:6 – jednak kontuzja wyraźnie ograniczała jej poruszanie się po korcie. W rezultacie to Chwalińska wygrała pierwszą partię. Od tego momentu sytuacja Świątek zaczęła się pogarszać; już w pierwszym gemie drugiego seta musiała bronić break pointów. Wtedy też Polka, ze łzami w oczach, rozmawiała ze swoim wieloletnim trenerem i fizjoterapeutą, Maciejem Ryszczukiem. Zasugerował on zawodniczce przyjęcie środków przeciwbólowych lub rozważenie wycofania się z meczu, ostrzegając, że kontynuowanie gry z urazem może doprowadzić do jego pogłębienia. Dalsza część spotkania przebiegała zgodnie z przewidywaniami: Świątek nie była w stanie skutecznie przeciwstawić się urozmaiconej grze Chwalińskiej, która starała się jak najbardziej „rozbiegać” sześciokrotną mistrzynię turniejów wielkoszlemowych. Choć Świątek sama często wygrywa sety wynikami 6:0 czy 6:1, tym razem to ona przegrała partię 6:1 i ostatecznie odpadła z rywalizacji, ulegając swojej rodaczce. Po meczu Ryszczuk musiał bronić się w mediach społecznościowych przed zarzutami kibiców, którzy sugerowali, że namawiał Świątek do kontynuowania gry mimo kontuzji. Ryszczuk jest kluczowym członkiem sztabu Polki; podczas turnieju Wuhan Open pełnił nawet główną rolę w jej zespole, zastępując trenera Francisco Roiga, który zrobił sobie przerwę. „Proszę, przestańcie gadać głupoty” – napisał Ryszczuk w serwisie X. „Trzykrotnie sugerowałem jej przerwanie meczu, ponieważ było to niebezpieczne dla jej zdrowia. To ona sama podjęła decyzję o dalszej grze, a skoro tak zdecydowała, wspieram ją najlepiej, jak potrafię”. Choć sama Świątek nie wypowiedziała się w tej kwestii, powszechnie spekulowano, że Polka zdecydowała się kontynuować grę mimo bólu, ponieważ nie chciała, aby jej wieloletnia przyjaciółka, Chwalińska, odniosła zwycięstwo jedynie dzięki wycofaniu się rywalki. Gdy jeden z fanów zapytał w mediach społecznościowych, czy tak właśnie jest, Ryszczuk udzielił wymijającej odpowiedzi.
„Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie” – napisał Ryszczuk w serwisie X, gdy jeden z fanów zapytał, czy decyzja Świątek o kontynuowaniu gry była uzależniona od tego, kto był jej przeciwniczką w tym meczu. Co więcej, Ryszczuk spotkał się z krytyką za korzystanie z telefonu w trakcie spotkania. Jest to zabronione przez WTA, aby zapobiec wyciekowi poufnych informacji, które mogłyby zostać wykorzystane przez osoby obstawiające zakłady bukmacherskie w trakcie trwania meczu. Ryszczuk stanowczo bronił jednak swojego postępowania, wyjaśniając, że kontaktował się z lekarzem współpracującym ze Świątek oraz sprawdzał statystyki meczowe. „Tak, korzystałem z telefonu podczas meczu: najpierw w celu konsultacji z naszym lekarzem, potem sprawdziłem statystyki z trenerem, a pod koniec, podczas przerwy, napisałem komentarz pod wspomnianym wpisem w serwisie X” – odpowiedział Ryszczuk jednemu z użytkowników. „Może brzmi to niewiarygodnie, ale wciąż miałem możliwość komunikowania się z zawodniczką i wspierania jej”. Jeśli chodzi o Chwalińską, to dla polskiej tenisistki ten rok staje się coraz lepszy. Biorąc pod uwagę jej wcześniejsze trudne doświadczenia, ostatnie wyniki świadczą o ogromnej sile psychicznej 25-latki. Maja Chwalińska po raz pierwszy w finale turnieju rangi WTA 1000 Rok 2026 jest dla Mai Chwalińskiej czasem, w którym krok po kroku realizuje swoje cele. Po tym, jak w tym sezonie – startując z kwalifikacji – dotarła do finału turnieju wielkoszlemowego, Polka osiągnęła kolejny ważny kamień milowy w swojej karierze, awansując do pierwszego w życiu finału rangi WTA 1000 podczas turnieju Wuhan Open. Droga do tego sukcesu nie była jednak usłana różami; Chwalińska otwarcie mówiła o swoich dawnych zmaganiach, o czym wspomniała również podczas swojego znakomitego występu w Paryżu. W 2021 roku Chwalińska zmagała się z depresją – presja związana z występami w cyklu WTA oraz kontuzje mocno odbiły się na młodej zawodniczce. W całym sezonie 2021 rozegrała zaledwie 21 meczów, a w pewnym momencie ogłosiła nawet przerwę w karierze, by zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Decyzja ta okazała się słuszna – zajmująca obecnie 22. miejsce w światowym rankingu zawodniczka stopniowo budowała formę w turniejach niższej rangi, zdobywając w latach 2022–2025 cztery tytuły ITF oraz dwa trofea rangi Challenger. Dzięki awansowi do finału w Wuhan, Chwalińska może awansować nawet na 12. miejsce w rankingu. Jeśli wygra finałowe starcie z Sonay Kartal, Polka ma szansę przesunąć się na 11. pozycję. Taki wynik zapewniłby jej wysokie rozstawienie w przyszłorocznym Australian Open, gdzie – w przypadku udanego występu – mogłaby nawet awansować do pierwszej dziesiątki rankingu. Z kolei sytuacja Igi Świątek w kontekście kwalifikacji do WTA Finals wygląda nieco mniej optymistycznie, choć wydaje się, że sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa podchodzi do tego zagadnienia ze spokojem i dystansem. Szanse Igi Świątek na awans do WTA Finals wiszą na włosku. Po zakończeniu meczu Chwalińska zdradziła szczegóły zabawnej wymiany zdań, do której doszło między nią a Świątek przy siatce.
„Naprawdę walczyłam o każdą piłkę” – powiedziała Chwalińska podczas konferencji prasowej. „Myślę, że to było kluczowe, bo rywalka musiała włożyć w grę dodatkowy wysiłek. Mam nadzieję, że szybko dojdzie do siebie. Liczę, że uda jej się zakwalifikować – zresztą sama mi powiedziała: »wiesz, jeśli nie awansuję, to cię zabiję«. Żartuję oczywiście, wszystko między nami w porządku”. Choć słowa te padły w żartobliwym tonie, sytuacja jest poważna: do obsadzenia pozostało już tylko jedno miejsce w turnieju WTA Finals. Zwycięstwo w Wuhan Open było dla Świątek istotnym krokiem w stronę udziału w kończącej sezon imprezie. Porażka z Chwalińską oraz odniesiona kontuzja skomplikowały szanse Polki na kwalifikację, jednak po meczu zawodniczka nie sprawiała wrażenia, jakby odczuwała z tego powodu presję. „Jestem zmotywowana” – stwierdziła Świątek na konferencji prasowej po spotkaniu. „Czuję, że gram dobrze; to był udany tydzień. Dobrze uderzam piłkę, więc teraz odpocznę, pojadę do Ningbo i zobaczę, jak pójdzie. Ale szczerze mówiąc, to bez znaczenia. Mogę też po prostu wybrać się na dłuższe wakacje”. Świątek znajduje się na liście uczestniczek turnieju Ningbo Open, a jej występ będzie zależał od charakteru kontuzji. Jeśli chodzi o kwalifikację do WTA Finals, Polka musi zajść daleko zarówno w nadchodzących zawodach, jak i w turnieju rangi WTA 500 w Tokio, który odbędzie się w przyszłym tygodniu. Powinno to wystarczyć, by wyprzedzić Karolinę Muchovą – jej najgroźniejszą rywalkę w walce o ostatnie wolne miejsce. Jeśli Świątek nie zdoła awansować do turnieju finałowego, przerwie swoją pięcioletnią serię występów w tej kończącej sezon imprezie. Polka ma świetne wspomnienia z turniejów tej rangi, co może stanowić dodatkową motywację w decydującej fazie walki o awans. Jest jednak mało prawdopodobne, by ryzykowała pogłębienie urazu, który mógłby skutkować długotrwałymi problemami zdrowotnymi, tylko po to, by dostać się do finałów.


