
„Bolesna strata dla Igi” – świat tenisa w żałobie po druzgocącej wiadomości o śmierci pierwszego trenera Igi Świątek; wiadomość ta głęboko wstrząsnęła polską gwiazdą i jej fanami.
Iga Świątek to dziś nazwisko znane każdemu, ale jeszcze kilka lat temu dopiero poznawała tajniki budowania kariery na światowym poziomie. W swojej wczesnej karierze Polka – która niedawno na korcie centralnym Wimbledonu sięgnęła po swój pierwszy tytuł w tym turnieju – wielokrotnie korzystała ze wskazówek kluczowych dla niej osób, a zwłaszcza trenerów. Obecnie współpracuje z Wimem Fissette’em, który wcześniej kształtował kariery takich ikon tenisa jak Kim Clijsters, Simona Halep czy Angelique Kerber. Belg wykonuje dotychczas znakomitą pracę, a pod jego okiem Świątek zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł. Czy jednak wiesz, że na początku jej drogi – zanim jeszcze stała się mistrzynią z sześcioma tytułami wielkoszlemowymi na koncie – wspierała ją inna wyjątkowa osoba? Był to pewien polski trener, który pomógł młodej Idze w pełni rozwinąć jej potencjał.
Niedawno zmarł Grzegorz Wilczyński, były trener Igi Świątek i znana postać polskiego sportu. Był on w Polsce postacią niezwykle szanowaną ze względu na swój ogromny wkład w rozwój różnych dyscyplin. Zajmował się przygotowaniem motorycznym wielu rodzimych sportowców; jedną z nich była właśnie Iga Świątek. Zanim zawodniczka zdobyła sławę, Wilczyński współpracował z nią, czuwając nad jej sportowym rozwojem. Wspierał również inną polską tenisistkę, byłą zawodniczkę WTA, Martę Domachowską. Informację o jego śmierci przekazał klub piłkarski Lech Poznań, w którym Wilczyński pracował ponad dekadę temu. W komunikacie opublikowanym w serwisie X napisano: „Z przykrością informujemy, że w czwartek (24 lipca) po długiej chorobie zmarł Grzegorz Wilczyński”. Nie podano dokładnej przyczyny zgonu. „W Lechu Poznań pracował przez trzy lata (2006–2009) jako trener przygotowania motorycznego. Przedstawiciele klubu składają kondolencje pogrążonej w żałobie rodzinie”. Wilczyński był związany z lokalną społecznością Oleśnicy. Jako zawodnik trenował sprinty w klubie Oleśniczanka, a później został specjalistą w dziedzinie przygotowania motorycznego. Uprawnienia trenerskie zdobył podczas studiów w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Warto odnotować, że współpracował z polską kadrą olimpijską, a jednocześnie działał we włoskim klubie lekkoatletycznym. W 1984 roku został uhonorowany złotą odznaką honorową Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Wyróżnienie to przyznano mu za pracę w dziedzinie gimnastyki – dyscypliny często określanej mianem „królowej sportu”.
Odniósł sukcesy również w rugby. Jako trener przygotowania motorycznego francuskiego klubu CA Brive pomógł drużynie zdobyć mistrzostwo w 1997 roku. Rok później zespół wywalczył także tytuł wicemistrza Europy. Wracając do współpracy Wilczyńskiego ze Świątek – niewiele wiadomo o jej dokładnych ramach czasowych. Można jednak stwierdzić, że zawodniczka osiągnęła w ostatnim czasie szczytowe wyniki, w dużej mierze dzięki cennemu wkładowi Wilczyńskiego sprzed lat. Być może to właśnie dzięki niemu Świątek nauczyła się skutecznie wracać do gry mimo przeciwności losu. Dokładnie tak postąpiła podczas tegorocznego Wimbledonu. Iga Świątek podbija trawę: inspirujący powrót po wcześniejszych niepowodzeniach Od początku sezonu 2025 Iga Świątek miała trudności z osiągnięciem spektakularnego sukcesu. Owszem, w większości turniejów docierała do dalszych faz rywalizacji, ale brakowało kropki nad „i” w postaci trofeum. Przerwa od zwycięstw trwała ponad rok, zanim w końcu udało jej się wygrać turniej. A wybrała na to wyjątkowe miejsce – Wimbledon. Po niepowodzeniach w Melbourne i na Roland Garros – czyli na ukochanej paryskiej mączce – przed Świątek stanęło wielkie wyzwanie. Przed rozpoczęciem sezonu na kortach trawiastych mało kto dawał jej jednak szanse na sukces. Zawodniczka wracała do formy stopniowo, błyszcząc na zielonej nawierzchni podczas turnieju Bad Homburg Open. Niestety, nie udało jej się wygrać tych zawodów – w finale przegrała z Jessicą Pegulą. Stało się jednak jasne, że świetnie radzi sobie na trawie. Był to wyraźny sygnał zapowiadający to, co miało wydarzyć się w All England Club. Reszta, jak wiadomo, jest już historią. Świątek zaliczyła w Londynie spektakularny powrót na szczyt. Nie tylko zdobyła swój szósty tytuł wielkoszlemowy, ale sukces ten był tym bardziej wyjątkowy, że osiągnięty na trawie. Wcześniej na Wimbledonie nie potrafiła przebrnąć przez fazę ćwierćfinałową. Teraz jednak jej nazwisko zostało wyryte na trofeum Venus Rosewater Dish.
Jej dominacja w decydujących fazach Wimbledonu była wręcz nieziemska. Najpierw pewnie pokonała Szwajcarkę Belindę Bencic 6:2, 6:0. Następnie w meczu o tytuł rozgromiła Amerykankę Amandę Anisimovą, wygrywając w obu setach do zera. Co więcej, zajęło jej to zaledwie 57 minut. Takiej deklasacji na korcie centralnym tego wielkoszlemowego turnieju na trawie nie oglądano od stu lat. Poprzednio taki wynik – 6:0, 6:0 – padł w 1911 roku, kiedy to Dorothea Lambert Chambers pokonała Dorę Boothby. Był to również pierwszy od 37 lat przypadek, gdy zawodniczka WTA wygrała finał Wielkiego Szlema wynikiem 6:0, 6:0. Ostatnią tenisistką, której się to udało, była legendarna Steffi Graf. W 1988 roku zdobyła ona tytuł na French Open, miażdżąc Nataszę Zwieriewą i wygrywając oba sety do zera. Świątek nie zamierza jednak poprzestać na jednym wielkoszlemowym triumfie w tym sezonie. Chciałaby dołożyć do niego kolejne zwycięstwo podczas US Open. Polka triumfowała już w Nowym Jorku niespełna trzy lata temu.



