„Przestańcie o tym pisać!” – fani tenisa zszokowani reakcją Igi Świątek na medialne doniesienia określające ją mianem osoby „przygnębionej, smutnej” i „wypalonej”; zawodniczka przerywa milczenie na temat presji emocjonalnej, z jaką mierzyła się w ostatnich miesiącach.
Iga Świątek dominuje nie tylko na kortach w Montrealu. Przejmuje również kontrolę nad narracją dotyczącą swojej kariery, otwarcie odnosząc się do plotek i domysłów, które towarzyszyły jej ostatnim sukcesom. Tuż po historycznym zwycięstwie na Wimbledonie polska gwiazda wyraźnie daje do zrozumienia, że spekulacje na temat jej kondycji psychicznej były całkowicie chybione. W jaki sposób Iga Świątek odpiera zarzuty o wypalenie? Wypowiedź Świątek padła po zwycięstwie w drugiej rundzie turnieju rangi WTA 1000 w Montrealu, w którym pewnie pokonała chińską kwalifikantkę Guo Hanyu 6:3, 6:1. To jej czwarty występ w tych zawodach; powrót ten budzi szczególne zainteresowanie ze względu na niedawny triumf na Wimbledonie – pierwszy tytuł zdobyty przez nią po rocznej przerwie.
Zapytana przez dziennikarza o to, jakie jest według niej największe błędne przekonanie na jej temat, Świątek odpowiedziała: „Staram się być wobec wszystkich szczera i nie udaję nikogo innego. Dlatego uważam, że to, co ludzie o mnie myślą, jest zazwyczaj trafne. Choć muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach w niektórych mediach w kraju powielano błędne przekonanie, jakobym cierpiała na depresję lub była smutna”. Liderka światowego rankingu wyjaśniła, że takie domysły często wynikały z krótkich chwil frustracji na korcie, które niepotrzebnie wyolbrzymiano. „Ludzie wyciągali wnioski z niczego albo na podstawie zaledwie 15 minut, podczas których byłam sfrustrowana lub siedziałam na korcie” – dodała. Ponadto Świątek odrzuciła uporczywie powracające teorie o wypaleniu, które pojawiały się w okresie jej posuchy tytułowej. „Często słyszałam, że jestem wypalona, co również nie było prawdą. Nie nazwałabym tego błędnymi przekonaniami; to po prostu teorie, które media czasem tworzą, by zdobyć więcej kliknięć”. Patrząc w przyszłość, w trzeciej rundzie Świątek zmierzy się z Evą Lys. Będzie to ich trzecie starcie w cyklu WTA; Polka może pochwalić się zdecydowanym bilansem bezpośrednich pojedynków (2-0). Zwyciężczyni tego meczu w czwartej rundzie zagra z rozstawioną z numerem 16. Clarą Tauson lub z Julią Starodubcewą. Dlaczego terminarz WTA skrócił czas świętowania sukcesu Świątek na Wimbledonie? W niedawnym odcinku podcastu „Served with Andy Roddick” Świątek opowiedziała o tym, jak napięty kalendarz rozgrywek uniemożliwił jej należyte świętowanie przełomowego zwycięstwa na Wimbledonie. Świątek rozgromiła rozstawioną z numerem 13. Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, zdobywając swój szósty tytuł wielkoszlemowy, a pierwszy na kortach Wimbledonu. Zwycięstwo to zakończyło trwającą rok przerwę w zdobywaniu tytułów i zwieńczyło wymarzony występ w All England Club. W drodze do swojego pierwszego finału Wimbledonu pokonała Polinę Kudermietową, Caty McNally, Danielle Collins, Clarę Tauson, Ludmiłę Samsonową oraz Belindę Bencic.
Jednak napięty harmonogram turniejowy sprawiał, że pozostawało niewiele czasu na celebrowanie tego historycznego osiągnięcia. W podcaście Świątek przyznała, że specyfika zawodowego tenisa – z turniejami odbywającymi się jeden po drugim – nie pozwalała na odpowiednie świętowanie sukcesów. „O tych statystykach i osiągnięciach myślę właściwie tylko wtedy, gdy ktoś mnie o nie zapyta; na co dzień – niespecjalnie. Staram się o tym pamiętać, gdy czuję, że powinnam nieco bardziej celebrować sukces i być dumna z tego, co robię. Ale nie ma na to zbyt wiele czasu, bo – jak już wspomniałam – w tenisie w kolejnym tygodniu czeka cię już nowe wyzwanie” – powiedziała Świątek. Wymagający charakter tenisowego kalendarza staje się jeszcze bardziej widoczny, gdy zestawi się go z innymi dyscyplinami sportu. „To nie jest tak, że masz tylko mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie, po których wygraniu możesz cieszyć się sukcesem przez miesiąc czy dwa. Tutaj trzeba od razu wracać do rywalizacji” – dodała.



