
W sporcie, gdzie cisza między punktami jest niemal święta, Iga Świątek postanowiła przemówić — głośno i wyraźnie — na Wimbledonie
Podczas konferencji prasowej po meczu, światowa „czwórka” wykorzystała swoją platformę nie po to, by analizować statystyki czy taktykę, lecz by poruszyć rosnący problem wśród zawodowych tenisistów: nieustanny wyścig turniejowy i brak chwili wytchnienia. Jej przekaz był jasny — czas na reformę.
„Turniejów jest po prostu za dużo,” powiedziała stanowczo Świątek. „Dużo się mówi o zdrowiu fizycznym i psychicznym w sporcie, a potem oczekuje się od nas gry bez przerwy, tydzień po tygodniu. To się ze sobą nie klei.”
Świątek, znana z precyzji na korcie i opanowania poza nim, rzadko mówi kontrowersyjnie — ale jej słowa odbiły się szerokim echem wśród zawodników i kibiców. W szatniach WTA i ATP narasta bowiem poczucie, że zmęczenie, kontuzje i wypalenie emocjonalne stają się ukrytą ceną za sportową doskonałość.
Polska gwiazda, czterokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema, od dawna podkreśla znaczenie siły psychicznej i współpracy z psychologiem sportowym. Teraz jednak idzie o krok dalej — apelując do władz tenisa o realne zmiany.
„Uważam, że powinniśmy grać mniej, a skupić się na jakości, nie ilości,” dodała. „Sezon jest zbyt długi. Nie zostawia miejsca na regenerację, a to z czasem wpływa nie tylko na wyniki, ale i na samą radość z gry.
Jej wypowiedź poruszyła nie tylko kibiców, ale i kolegów z touru — szczególnie teraz, gdy temat zdrowia psychicznego i fizycznego sportowców zyskuje coraz większą wagę na świecie. Świątek poruszyła temat w odpowiednim momencie — i być może zainicjowała zmianę, której tenis długo potrzebował.
Wimbledon wciąż trwa, a sportowa walka Igi na trawie toczy się dalej. Jednak jej odwaga poza kortem — kwestionowanie norm, podważanie tradycji i mówienie głośno o tym, co zwykle przemilczane — może okazać się jej najważniejszym ruchem.
Bo czasem najmocniejsze uderzenie nie pochodzi z rakiety — lecz z głosu.



